Rozbicie wycieczki do Ząbkowic

* * *

Przygotowania i zezwolenie Starostwa

To miała być zwyczajna impreza młodzieżowej organizacji kulturalno-oświatowej związanej z Polską Partią Socjalistyczną. Interwencja policji 6 kwietnia 1930 r. sprawiła jednak, że sprawa wycieczki Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego (TUR) – według „Głosu Zagłębia”- przybrała charakter politycznego skandalu, w który uwikłany był nadkomisarz policji w Zawierciu Marian Kozielewski. Zdarzenie było sporym zaskoczeniem dla uczestników wycieczki tym bardziej, że jeszcze 29 czerwca 1929 roku w Ząbkowicach bez żadnych zakłóceń odbył się Zlot Okręgowy TUR Zagłębia Dąbrowskiego. Zlot był w opinii dziennikarza PPS „wesołą, beztroską wycieczką, która upłynęła pod znakiem swawolącej i hasającej, roześmianej, rozbawionej i tańczącej młodzieży”.

Zgoła odmienna atmosfera towarzyszyła wycieczce na wiosnę 1930 r., chociaż początkowo nic tego nie zapowiadało. 2 kwietnia sekretariat okręgowy TUR złożył do Starostwa Powiatowego w Będzinie pismo na temat wycieczki zapowiedzianej na 6 kwietnia, w której mieli uczestniczyć członkowie sekcji sportowych i Organizacji Młodzieżowej TUR. Jako punkt zborny wyznaczono Dom Ludowy w Ząbkowicach, gdzie młodzież miała dotrzeć między godziną 15:00 a 17:00. 4 kwietnia Starostwo Powiatowe zapewniło ze swojej strony, że powiadomi o wycieczce inne urzędy. Na organizację wycieczki udzielono zezwolenia pod warunkiem, że nie będzie miała ona charakteru pochodu a uczestnicy będą szli czwórkami i bez sztandarów. W niedzielę 6 kwietnia sekretariat okręgowy TUR ponownie zawiadomił starostwo o uroczystości. Jednym z organizatorów wycieczki był zeznający później w sądzie w charakterze świadka urzędnik sosnowieckiego magistratu nazwiskiem Rębowski, który twierdził, że „była ona jedną z normalnych i często urządzanych wycieczek”.

Zapobieżenie nielegalnym manewrom
czy policyjna prowokacja?

Zgodnie z planem na miejscu w Ząbkowicach miały spotkać się 2 grupy TUR, jedna z powiatu będzińskiego zgrupowana w Gołonogu i druga z powiatu zawierciańskiego zgrupowana w Łazach. Niespodziewanie grupie będzińską idącej do lasu w kierunku Łośnia drogę zajechały samochody wypełnione uzbrojonymi oddziałami policji. Dowodzący akcją pacyfikacji nadkomisarz M. Kozielewski zignorował wyjaśnienia dotyczące urzędowego zezwolenia na organizacje wycieczki nakazując rozbicie wycieczki przy użyciu siły. Efektem tego rozkazu było nie tylko wyparcie wycieczkowiczów z szosy na pola pod Gołonogiem, lecz także pobici oraz ranny w dłoń TUR-owiec nazwiskiem Stachura. Wśród kilkunastu pobitych znalazł się ciężko pobity 16-letni chłopiec. Innemu uczestnikowi- według opisu „Głosu Zagłębia”- złamano rękę uderzeniem kolby. Powiadomionej o pacyfikacji grupie zawierciańskiej udało się bezpiecznie dotrzeć do Domu Ludowego w Ząbkowicach. Z pobicia bezbronnych obywateli dowódca akcji- nadkomisarz tłumaczył się niesubordynacją policjantów, którzy nie posłuchali jego rozkazu, natomiast zatrzymanie wycieczki usprawiedliwiał wyborem przez grupę będzińską trasy wiodącej przez Łosień. Z jakiś przyczyn dziennikarz „Głosu Zagłębia” przytoczył argumentację nieznanych bliżej przeciwników wycieczki, którzy twierdzili, że wycieczka miała charakter manewrów wojskowych, które miały zostać zwieńczone wykładem w Domu Ludowym na temat „taktyki bojowej w walkach ulicznych”.

Interwencja posłów PPS

Po zjawieniu się na posterunku policji w Łośniu w obronie członków TUR w obecności M. Kozielskiego wystąpili posłowie na Sejm II kadencji Stanisław Dubois oraz Aleksy Bień, który zarzucał nadkomisarzowi zorganizowanie prowokacji policyjnej, która miała charakter napadu na uczestników legalnej wycieczki. Posłom PPS nie udało się dodzwonić do starostwa. PPS-owcy podejrzewali, że za akcją policyjną stali przeciwnicy polityczni z ugrupowań endeckich lub sanacyjnych. Ich zdaniem policja tolerowała paramilitarne ćwiczenia organizacji endeckich i sanacyjnych, które odbywały się nawet bez urzędowych zezwoleń. Ze względu na jednostronność relacji należy ostrożnie potraktować te doniesienia, warto natomiast zwrócić uwagę na fakt, iż dziennikarz „Głosu Zagłębia” wyrażał aprobatę dla ewentualnych manewrów paramilitarnych członków TUR.

Aleksy Bień, działacz niepodległościowy, kierował Robotniczym Komitetem Niesienia Pomocy Powstańcom Śląskim, prezydent Sosnowca, jeden z przywódców PPS w Zagłębiu Dąbrowskim, poseł na Sejm II Rzeczypospolitej. Fotografia za: Wikipedia.

Zeznania nadkomisarza Mariana Kozielewskiego

Na szczęście dla historyków poza narracją tej gazety istnieją również inne relacje prasowe dotyczące tego zdarzenia. W konstruowaniu ocen wydarzeń historycznych pomocne bywają niejednokrotnie zasady prawa rzymskiego nemo iudex in causa sua­ (nikt nie może być sędzią we własnej sprawie) oraz audiatur et altera pars (należy wysłuchać drugiej strony). „Gazeta Robotnicza” przytacza bardzo interesujące wypowiedzi z przesłuchania M. Kozielewskiego jako świadka w sprawie, który w 1931 r. pełnił stanowisko zastępcy komendanta i podinspektora we Lwowie. W ich świetle uroczystości w Ząbkowicach miały być tylko przygotowaniem dla zlotu TUR w Zawierciu. W piśmie na temat organizacji zlotu miano wyrazić prośbę o zgodę na przybycie do Ząbkowic „oddziałkami”. Funkcjonariusze policji podjęli działania, gdy dowiedzieli się, że trasę zmieniono- zamiast bezpośrednio do Ząbkowic uczestnicy wycieczki udali się do lasu, gdzie przeprowadzali manewry. Pod Gołonogiem nadkomisarz spotkał grupę robotników, którą policja szacowała na 150 osób, a PPS na 120. Członkowie pochodu według M. Kozielewskiego byli umundurowani i „uzbrojeni w kije”. Komendant grupy będzińskiej miał jego zdaniem prowadzić wycieczkowiczów do lasu w okolicy Łośnia. Dopiero po zignorowaniu przez komendanta grupy polecenia opuszczenia drogi miała interweniować policja. Tu relacja mija się z tym co przedstawili dziennikarze PPS. Nadkomisarz twierdził, że jeden oddział policji rozpędził grupę będzińską w kierunku dworca kolejowego w Ząbkowicach. Kolumny paramilitarne według nadkomisarza mogły maszerować jedynie pod kontrolą wojska i był to argument zrozumiały dla mecenasa Berensona, ale już argument o uczestnictwie „starych bojowców” PPS i „milicjantów” całkowicie go zaskoczył, ponieważ M. Kozielewski był w stanie podać tylko jedno nazwisko. Jeżeli gazeta przytoczyła rzetelnie zeznania nadkomisarza do zajścia doszło, ponieważ nadkomisarz pomylił uczestników wycieczki TUR z milicją PPS. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że członkowie TUR szli czwórkami i posiadali zezwolenie starostwa.

Zeznania uczestników wycieczki (proces brzeski)

W prasie śląskiej, mianowicie na łamach związanej z Wojciechem Korfantym „Polonii” opublikowano zeznania uczestników wycieczki oraz posła Aleksego Bienia występującego w obronie poszkodowanych. Warto zaznaczyć, że w tym samym numerze gazety pisano o udaremnionym zamachu na posła Stanisława Dubois. Jak podkreślił autor nagłówka „Napad na posła Dubois” zeznania te składano „w sprawie organizacji milicji na terenie Zagłębia Dąbrowskiego, dalej w śledztwie z aktu oskarżenia rzekomych manewrów milicji w okolicach Ząbkowic oraz kursów w Zawodziu”. Wątek zagłębiowski poruszony we wspomnianym nagłówku potraktowany został jako część obszerniejszego artykułu dotyczącego procesu brzeskiego pt. „Czwarty tydzień procesu. Zeznania dalszych świadków obrony”. Dziennikarze katowiccy sugerowali nawet, że zdarzenie pod Gołonogiem wydarzyło się w atmosferze trwających wówczas napięć między „bojówkami sanacji” a opozycją. Bojówkarze mieli atakować m.in. polityków oraz organizacje partyjne PPS. Taki wydźwięk miały przytoczone zeznania „świadka Kaczewa z Zawiercia opisujące charakter wycieczki TUR’u do Ząbkowic”. Doniesienia o pobiciach potwierdził również świadek Rychlik, któremu funkcjonariusze złamali rękę po tym jak ujął się za bitym przez policjantów chłopcem. Dodał przy okazji od siebie, że nie pamiętał w swoim życiu z autopsji takiej brutalności funkcjonariuszy: „Gdy byłem jeńcem w Niemczech, mówi świadek, Niemcy nie postępowali ze mną w ten sposób jak policja”.

Najwięcej nowych informacji wnosi relacja komendanta grupy będzińskiej „świadka Wdowika”, z tego powodu warto zacytować ją w całości:

„Świadek stwierdza, że w chwili, gdy idąc na czele swej kolumny zbliżył się do rozgałęzienia dróg idących w kierunku Ząbkowic, zastąpił mu drogę komisarz Kozielewski z Sosnowca [sic!], który przybył wraz z oddziałem policji na trzech samochodach. Nadkomis. Kozielewski polecił kolumnie rozejść się, mimo iż świadek przedłożył mu zezwolenie ze starostwa i oświadczył, że ponieważ organizacja TUR’u nie ma nic wspólnego z jakąś organizacją wojskową, on nie ma prawa dawać członkowi wycieczki jakichkolwiek rozkazów. Wobec jednak stanowiska nadkomisarza Kozielewskiego zwrócił się do swoich współtowarzyszy, aby się rozeszli. Mimo to nadkomisarz Kozielewski dał w tejże samej chwili rozkaz towarzyszącemu mu oddziałowi policji, który załadował broń, obnażył szable i rzucił się na zgromadzonych „turowców. Chłopców bito kolbami. Widziałem, mówi świadek, jak policjant przewrócił jednego z chłopców kolbą i bił leżącego na ziemi. Widziałem, jak dwaj policjanci brali jednego bezbronnego chłopca pod ramiona a inni bili go. Czy to nie było znęcanie się [?]! Dalej mówi świadek, muszę sprostować szereg twierdzeń nadkomisarza Kozielewskiego, który zeznając w tej sprawie mówił nieprawdę. Komisarz Kozielewski powiedział mianowicie, że znęcania się nie było. Ja stwierdzam, że było. Nadkomisarz Kozielewski mówił dalej o jakiś tajnych nakazach i tajnych instrukcjach. Stwierdzam stanowiczo, że ani tych tajnych nakazów, ani tajnych instrukcji nie było. Gdybym istotnie miał przy sobie jakieś tajne instrukcje, to nadkomisarz Kozielewski mógł mnie przecież aresztować, a jednak tego nie zrobił. Nieprawdą jest również, aby nasza kolumna miała jakikolwiek charakter bojowy”.

Stanisław Dubois , działacz PPS, uczestnik powstań śląskich, poseł na Sejm w latach 1928-1930, członek KC Organizacji Młodzieżowej TUR , w procesie brzeskim skazany na 3 lata więzienia, zmarł w Auschwitz w sierpniu 1942 r. Fotografia ze zbiorów cyfrowych Narodowego Archiwum Cyfrowego w Warszawie.

Podsumowanie

O sprawie pisała jedynie prasa opozycyjna wobec rządów Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, nie były to jednak gazety o tym samym profilu politycznym. „Gazeta Robotnicza” i „Głos Zagłębia” wprawdzie pełniły rolę organów Polskiej Partii Socjalistycznej, natomiast „Polonia” związana była z chrześcijańską demokracją. Co istotne różne relacje pozwalają na konfrontację zeznań obydwu stron, aczkolwiek dominują w nich głosy poszkodowanych, dlatego zalecana jest ostrożność w wyciąganiu daleko idących wniosków. Oskarżany przez prasę nadkomisarz M. Kozielewski według tychże doniesień nie występował przed sądem w roli oskarżonego, ale w charakterze świadka w śledztwie. Sprawa z pewnością nie była na rękę ówczesnym władzom. Bezprecedensowość tego wydarzenia i niespójność argumentacji usprawiedliwiającej tak brutalną interwencję podczas wycieczki TUR zatwierdzonej przez Starostwo Powiatowe rzuca cień podejrzenia na uczciwość intencji miejscowej policji zwłaszcza w realiach kampanii wyborczej 1930 r.

 

Bibliografia:

„Gazeta Robotnicza. Organ Polskiej Partii Socjalistycznej Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego” nr 118 z 22 listopada 1931 r.

„Głos Zagłębia. Organ Polskiej Partii Socjalistycznej Zagłębia Dąbrowskiego” nr 27 z 7 lipca 1929 r.

„Głos Zagłębia. Organ Polskiej Partii Socjalistycznej Zagłębia Dąbrowskiego” nr 15 z  13 kwietnia 1930.

„Polonia” nr 2555 z 17 listopada 1931.

 

opracował: Mateusz Siembab

Zobacz także

Pomóż nam stworzyć

kronikę wydarzeń bohaterów i miejsc!

Jeśli posiadasz w domowym archiwum zdjęcia, notki prasowe, czy inne materiały, którymi chciałbyś się z nami podzielić, śmiało – napisz do nas! Dołożysz swoją cegiełkę do wspaniałego przedsięwzięcia, które będzie służyć i edukować nas jeszcze przez wiele pokoleń.

Jeśli chcesz podzielić się z nami częścią swojej historii,
prześlij je za pomocą poniższego przycisku

Bądź na bieżąco

Newsletter

Chcesz dostawać od nas informacje o najnowszych wydarzeniach, wystawach i artykułach? Zapisz się!

Dziękujemy za zapisanie się do naszego newslettera

Skip to content